Hegemonikon

Moje zapiski z podróży po fascynującym świecie ludzkiej myśli i ducha

Recenzja „Co to znaczy 'być sobą'” Beaty Szymańskiej

W ramach zbierania materiałów do napisania pracy magisterskiej, każdy student „przerabia” sporą ilość literatury. W moim przypadku, jedną z takowych pozycji, jest książka autorstwa Beaty Szymańskiej, o niepozostawiającym wątpliwości co do tematyki tytule „Co to znaczy 'być sobą'”. Ba, podtytuł jest w stanie powiedzieć nam jeszcze więcej – „Filozoficzne aspekty pojęcia samorealizacji”.

Dziś nie jestem już w stanie przypomnieć sobie, w jaki sposób trafiłem na tę pozycję. Na mojej liście rzeczy do przeczytania figuruje obecnie grubo ponad setka tytułów. Nie liczę zresztą tych książek, które już czekają na swoją kolej na półkach mojej biblioteki. Trudno zatem jednoznacznie wskazać źródło inspiracji tego zakupu. Jestem jednakże w stu procentach pewien, że nabyłem tę pozycję w ramach solidnego researchu dotyczącego autentyczności jednostki oraz internalizacji przez nią wartości. Zresztą, co tu dużo mówić – bardzo się cieszę z samego faktu posiadania tej książki – albowiem jest ona naprawdę prawdziwą kopalnią wiedzy dotyczącej filozofii samorealizacji.

Zanim jednakże przejdę do samego omawiania treści, warto przez chwilę zatrzymać się przy osobie autorki. Beata Szymańska to nie jest bowiem osoba przypadkowa. Tak naprawdę, aby uczynić zadość prawdzie, powinienem napisać, że autorką jest prof. dr hab. Beata Szymańska-Aleksandrowicz, filozofka, tłumaczka i poetka. Co więcej, swoją działalnością artystyczną i naukową zasłużyła z całą pewnością na poświęconą jej stronę (dość rozbudowaną) na Wiki. Co więcej, biorąc pod uwagę zawartość recenzowanej książki, bez wahania zakupiłem inne dzieło pod redakcją autorki – „Filozofię wschodu”. Póki co oczekuję na jej dostawę, aczkolwiek nie omieszkam napisać recenzji kiedy tylko skończę tejże książki lekturę.

Drugim aspektem – znacznie mniej optymistycznym – jest sama recenzowana pozycja. Konkretnie zaś – jej dostępność. Książka została bowiem opublikowana w roku 1997 i było to jedyne jej wydanie. Tym samym próby jej zakupu na wolnym rynku  nie mogą się powieść. Pamiętam, że byłem zdziwiony, iż w ogóle byłem w stanie ją nabyć na rynku wtórnym. Przeszukując dziś portale aukcyjne nie widzę by była ona gdziekolwiek dostępna. Pozostają zatem tylko biblioteki. A szkoda, gdyż moim zdaniem jest to pozycja ze wszech miar warta lektury.

No właśnie – lektura. Na samym początku wypadałoby dopowiedzieć, iż Beata Szymańska jest historykiem filozofii. Co jest w stanie wytłumaczyć niebagatelną erudycję, którą „czuć” podczas lektury. Pomijając otwierający książkę rozdział, będącym wstępem do omawianej problematyki, zakres prezentowanych przez autorkę treści jest bardzo szeroki. Nie może zresztą być inaczej, skoro sama autorka otwiera swoje dzieło następującym stwierdzeniem: „Punktem wyjścia do tych rozważań [o stawaniu się sobą – przyp. MP] są tak dziś rozpowszechnione zalecenia jak: 'bądź sobą’, 'przede wszystkim w życiu trzeba się realizować’, 'odrzuć wszystko, co nie jest tobą’, 'powinieneś postępować zgodnie z twoją własną naturą’. Taki wezwań spotykamy niezliczoną ilość w psychologicznych poradnikach pracy nad sobą, w filozoficznych traktatach, w literaturze. Co to znaczy 'stać się sobą’? Co to jest 'samorealizacja’? 1

W świetle powyższego cytatu nie dało się zacząć inaczej niż od początku myśli zachodniej w osobie Platona. Następnie autorka zabiera nas w historyczną podróż, prezentując postacie kolejnych filozofów zachodnich, wraz z ich pojmowaniem człowieka, jego telosu i natury. Nie da się bowiem odpowiedzieć na pytanie o „bycie sobą”, bez jednoznacznego przedstawienia czym owo „bycie sobą” tak naprawdę jest. Pierwsze rozdziały książki są zatem szybkim wprowadzeniem do podstaw filozofii zachodniej. Część stricte filozoficzna kończy się wraz z przedstawieniem sylwetki Fryderyka Nietzschego, a jest to dopiero rozdział piąty! Cóż mamy zatem dalej? Przechodzimy do nauki, która w XXw przejęła olbrzymią część przedmiotu filozofii. Mowa rzecz jasna o psychologii, którą Beata Szymańska prezentuje poprzez poglądy Ericha Fromma, a także reprezentantów psychologii humanistycznej (Maslowa oraz Rogersa). Czytelnik w tym miejscu może nabrać trochę głębszego oddechu, albowiem autorka przerywa na moment wyprawę w rejony psychologii, zwracając się do przedmiotu własnej specjalizacji, a konkretniej do myśli wschodniej. Otrzymujemy tedy zarys myśli taoistycznej oraz buddyjskiej (głównie w wydaniu zen), a także krótki rozdział poświęcony sztuce i estetyce (choć ten ostatni gęsto okraszony myślą wschodnią).

Po tym krótkim „skoku w bok” powracamy na łono myśli zachodniej, aczkolwiek w wydaniu, które może wydawać się mniej „naukowe” niż poprzednie rozdziały. Im bliżej bowiem końca książki, tym coraz bardziej oddalamy się od ugruntowanych rygorem akademickim dziedzin, zaś zmierzamy w stronę myśli spirytualistyczno-mistyczno-ezoterycznej. Tutaj jednakże należą się autorce spore brawa. Moim zdaniem nie dała się porwać ezoterycznemu charakterowi opisywanych zagadnień – a mowa o psychologii transpersonalnej, ruchu New-Age czy też myśli Roberto Assagioli. Sine ira et studio – ta właśnie zasada musiała przyświecać Beacie Szymańskiej przy pisaniu. Otrzymujemy zwartą i obiektywną prezentację ww. poglądów, które dopełniają całość książki. Tak naprawdę należą się autorce wyrazy uznania za to, że podjęła rękawicę i nie bała się zmierzyć z prezentacją poglądów, które można by z czystym sumieniem uznać za zbyt mało naukowe czy wręcz irracjonalne. Czy tego chcemy czy nie – są one częścią ludzkiego poszukiwania prawdy (jakkolwiek jej nie zdefiniujemy). Zamykanie oczu na tę część ludzkich poszukiwań zubożyłoby owoc pracy autorki.

Cóż zatem mogę napisać na koniec tej recenzji? Jestem wręcz przekonany, iż moja ocena książki jest dość oczywista. Bardzo się cieszę, że miałem okazję spotkać się z twórczością autorki, gdyż w bardzo zwięzły sposób podsumowała ona sporą część moich własnych poszukiwań. Sylwetki myślicieli/ruchów/myśli przedstawione w książce nie były mi rzecz jasna obce. Cieszy mnie jednakże możliwość potwierdzenia własnych intuicji przez kogoś, kto miał okazję spożywać chleb  z niejednego filozoficznego pieca. Pokazuje również jasno to, co może dziś wydaje się dość oczywistym. W poszukiwaniu Prawdy dotyczącej ludzkiej autentyczności oraz poszukiwania prawdziwego Ja (czymkolwiek ono nie miało by być) – potrzebujemy spojrzenia interdyscyplinarnego. Zamykanie się w obrębie jednej dziedziny nauki czy aktywności ludzkiej nie może przynieść w tym przypadku owoców. Dzięki autorce „Co to znaczy 'być sobą'”,  z wielką przyjemnością odbyłem podróż przez owe dziedziny. Do czego zresztą wszystkich również namawiam.

Link #2 – Elzenbergowski arystokratyzm ducha

Henryk Elzenberg jest filozofem, którego poznałem dzięki propagatorowi stoicyzmu – Tomaszowi Mazurowi – autorowi podcastu „Ze stoickim spokojem” oraz pisarzowi, doradcy filozoficznemu i organizatorowi warsztatów stoickich. Rzecz jasna polecam zapoznanie się z aktywnością Tomasza Mazura. Dziś jednakże, chciałbym polecić artykuł, który bardzo mnie zaintrygował. Zaintrygował zwłaszcza oryginalnością ujęcia filozofii jako sposobu na życie. Temat rzecz jasna chciałbym w przyszłości rozwinąć, aczkolwiek dziś tylko położę pierwszy, malutki kamyczek, do tego ogródka. Tekst o którym mowa nosi tytuł „Elzenbergowski arystokratyzm ducha”, a jego autorem jest prof. Piotr Domeracki.

’Kultura narcyzmu’ – wpis techniczny

Wpis techniczny poświęcony książce Christophera Lascha „Kultura Narcyzmu. Amerykańskie życie w czasach malejących oczekiwań.”, SEDNO Wydawnictwo Akademickie, Warszawa 2019, wyd. 2

 

Ciekawe lektury z książki

Franklin Benjamin, „Żywot własny”, PIW, Warszawa 1960

Giddens Anthony, „Nowoczesność i tożsamość. 'Ja’ i społeczeństwo w epoce późnej nowoczesności”, WN PWN, Warszawa 2010

Jonas Hans, „Religia gnozy”, PLATAN, Kryspinów 1994

Lunbeck E., „The americanization of narcissism”, Harvard University Press, Cambridge 2014

Sieradzan Jacek (red), „Narcyzm. Jednostka – społeczeństwo – kultura”, Wydawnictwo Uniwersytetu Białostockiego, Białystok 2010

Veblen Thornstein, „Teoria klasy próżniaczej”, Wydawnictwo Muza SA, Warszawa 2014

 

Cytaty

„Narcyzm, powtarzał niestrudzenie Lasch, nie był egoizmem. Przeciwnie, był oznaką słabości i zależności. Jak celnie ujął to Mattson: 'narcyz […] ma zbyt małe <<ja>> lub ego, by starczyło go dla innych’. Lasch podkreślał, że mocno wierzy w 'autoafirmację’, którą przeciwstawiał 'obecnym poszukiwaniom psychicznego przetrwania’. Ale prawdziwa autoafirmacja wymagała tego, by 'istota indywidualności nie byłą zdeterminowana przez środowisko’. Dał wyraz poczuciu straty, że 'ludzie obecnie nie pragną osobistego zbawienia, ale uczucia, chwilowej iluzji, osobistego dobrobytu, zdrowia i psychicznego bezpieczeństwa’. Lasch uważał, że ludzie mogą być kimś więcej niż tylko własnymi potrzebami.”  s. 25 Cytaty pochodzą również od K. Mattsona i książki Lascha 'The minimal self’

„Z różnych badań prowadzonych przez amerykańską psycholog Jean M. Twenge […] wynika, że w ciągu trzydziestu lat w Stanach Zjednoczonych liczba osób z cechami narcystycznymi zwiększyła się aż do 30%. W badaniach tych zaobserwowano również wzrost cech związanych z narcyzmem, takich jak: nierealistyczne oczekiwania, niski poziom empatii, poczucie własnej wartości czy skoncentrowanie na sobie. Żyjemy bowiem w epoce 'szoku teraźniejszości’, gdzie przeszłość i przyszłość nie mają znaczenia – jak współczesny krytyk społeczny i socjolog Douglas Rushkoff nazywa kulturę zdominowaną przez nowe technologie. W takiej kulturze nie liczy się nic poza 'teraz’ i 'ja’.” s. 34-35

„Dużo można by mówić o oznakach zmieniającego się życia w Stanach Zjednoczonych. Książka ta jednak opisuje zanikający model życia – kulturę rywalizującego indywidualizmu, które w swojej dekadencji doprowadził logikę indywidualizmu do ekstremum – wojny wszystkich przeciw wszystkim, a pogoń za szczęściem do ślepego zaułka narcystycznej walki o 'ja’. Strategie narcystycznego przetrwania obecnie jawią się jako uwolnienie od represyjnych uwarunkowań przeszłości, przyczyniając się w ten sposób do 'rewolucji kulturalnej’, która odtwarza najgorsze cechy upadającej cywilizacji znajdującej się w ogniu krytyki. Radykalizm kulturowy stał się zarówno na tyle modny, jak i szkodliwy, iż nieświadomie gwarantuje status quo w taki sposób, że jakakolwiek krytyka współczesnego społeczeństwa, które ma nadzieję dotrzeć do istoty tego, co krytykuje, nazywana jest w tym samym czasie radykalizmem.” s. 41

„Nowy narcyzm jest dręczony nie tylko przez poczucie winy, ale i przez lęk. Nie próbuje narzucać własnych pewników innym, ale stara się odnaleźć sens życia. Uwolniony od przesądów przeszłości, wątpi nawet w realność swojego istnienia. Pozornie spokojny i tolerancyjny, nie umie czerpać korzyści z dogmatów na temat rasowej i etnicznej czystości, ale w tym samym czasie traci poczucie bezpieczeństwa swojej lojalnej grupy i traktuje każdego jak rywala w utrzymaniu przywilejów przyznanych mu przez paternalistyczne państwo.” s. 42

„Narcyz, bez względu na swoje czasowe złudzenie wszechwładzy, zależy od innych, bo dzięki nim może ocenić własną wartość. Nie może żyć bez podziwiającej go publiczności. Jego pozorne uwolnienie się od więzów rodzinnych oraz ograniczeń instytucjonalnych nie uwalnia go od bycia samotnym czy szczycenia się swoją indywidualnością. Wręcz przeciwnie, przyczynia się do jego niepewności, którą może pokonać, widząc tylko swoje 'wspaniałe ja’ odzwierciedlone w uwadze innych lub dołączając do tych, od których emanuje sława, władza i charyzma. Dla narcyza świat jest niczym lustro, natomiast zatwardziały indywidualista widzi świat jak odludzie, które kształtuje na swoją własną modłę.” s. 54

„Ale ponieważ nowoczesne społeczeństwo 'nie ma przyszłości’, dlatego też nie zastanawia się nad żadną przyszłością, poza spełnianiem natychmiastowych potrzeb. Nawet jeśli terapeuci mówią o potrzebie 'sensu’ i 'miłości’, rozumieją miłość i sens po prostu jako zaspokojenie emocjonalnych potrzeb pacjenta. To się prawie wcale im nie przydarza – ani nie ma żadnego powodu, dla którego powinno się zdarzać, biorąc pod uwagę charakter terapeutycznej działalności – aby zachęcać podmiot do podporządkowania swoich potrzeb i zainteresowań innym osobom, komuś albo sprawie lub tradycji spoza własnego doświadczenia. 'Miłość’ jako poświęcenie lub samoponiżenie w znaczeniu 'uległości’ wobec wyższego celu – te sublimacje atakują terapeutyczną wrażliwość jako nadmiernie opresyjne, obraźliwe dla zdrowego rozsądku i szkodliwe dla zdrowia oraz dobrego samopoczucia.”  s. 57

„Popularyzacja terapeutycznych sposobów myślenia, rozprzestrzenienie się 'nowego ruchu świadomości’, marzenie o sławie i dręczące poczucie niezadowolenia – wszystko to ujawnia pilną potrzebę znalezienia duchowego panaceum, zajęcia się sobą i refleksji nad własnym ja. Ten egocentryzm określa moralny klimat współczesnego społeczeństwa. Podbój natury i poszukiwanie nowych granic ustąpiły miejsca dążeniu do samorealizacji.” s. 70

„W społeczeństwie, w którym marzenie o sukcesie pozbawiono jakiegokolwiek znaczenia poza nim samym, pozbawiono również ludzi narzędzi pomiaru osiągnięć, za wyjątkiem odniesienia do dokonań innych. Samoakceptacja zależy od społecznego uznania i poklasku, a jakość tej aprobaty podlega ważnym zmianom. Dobra opinia przyjaciół i sąsiadów, którzy wcześniej uświadomili człowiekowi fakt, że przeżył życie użytecznie, opierała się na ocenie jego osiągnięć. Dzisiaj ludzie szukają szacunku, który nie będzie uznaniem dla ich działań, ale dla ich osobistych cech. Chcą być nie tyle poważani, ile podziwiani. Nie pragną sławy, ale poklasku i celebryckiej ekscytacji. Chcą raczej, żeby im zazdrościć, niż żeby ich szanować.” s. 104

„Reklama produktów odgrywa podwójną rolę. Po pierwsze, stoi na straży konsumpcji jako alternatywy protestu czy buntu. Paul Nystrom, poczatkujący student marketingu, zauważył kiedyś, że cywilizacja przemysłowa jest źródłem 'filozofii próżności’, 'powszechnego znużenia’, 'rozczarowania osiągnięciami’ i znajduje ujście w zmieniających się 'modnych przedmiotach’. Zmęczony pracownik, zamiast próbować zmienić warunki pracy, poszukuje sposobu na uczynienie swojego otoczenia lepszym do życia przez kupowanie nowych towarów i korzystanie z nowych usług.” s. 118

„Narcyz nie może utożsamiać się z kimś innym bez postrzegania innej osoby jako przedłużenia samego siebie, bez unicestwiania tożsamości tej osoby. Niezdolny do identyfikacji, przede wszystkim z rodzicami i znaczącymi osobami, jest tym samym niezdolny do kultu bohatera lub do zawieszenia niewiary, co umożliwi wyobrażone wejście w wyobraźnię i życie innych, uznając jednocześnie ich niezależną egzystencję. Społeczeństwo narcystyczne wielbi gwiazdorstwo, a nie sławę, i zastępuje spektakl starszymi formami teatralnymi, które sprzyjają identyfikacji i gorliwemu naśladownictwu, ponieważ zachowały pewien dystans między publicznością a aktorami, wielbicielem bohatera a samym bohaterem.” s. 131

„Jednakże spadek umiejętności czytania i pisania nie może być przypisywany wyłącznie niepowodzeniu systemu edukacyjnego. Szkoły w nowoczesnym społeczeństwie służą w dużej mierze przygotowywaniu ludzi do pracy, ale większość z wolnych stanowisk, nawet tych lepiej płatnych, już nie wymaga wysokiego poziomu umiejętności technicznych czy intelektualnych. W rzeczywistości większość z nich charakteryzuje się rutyną, a w niewielkim stopniu zależy od przedsiębiorczości i pomysłowości. Każdy, kto pomyślnie ukończył dany kierunek studiów, wkrótce zdaje sobie sprawę, ze 'zbyt wysokich kwalifikacji’ w stosunku do większości wolnych posad. Pogorszenie systemu edukacji odzwierciedla słabnącą społeczną potrzebę inicjatywy, przedsiębiorczości i nieodpartą chęć odnoszenia sukcesu.” s. 170

„Narcyzm w tym ujęciu jest pragnieniem, aby uwolnić się od tęsknoty. Jest to odwieczne dążenie do uzyskania absolutnego spokoju, utrzymywanego w wielu mistycznych tradycjach jako stan najwyższej duchowej doskonałości. Pogarda dla potrzeb cielesnych odróżnia narcyzm od zwykłego egoizmu lub też instynktu przetrwania. Świadomość śmierci i determinacja do pozostania przy życiu zakładają świadomość obiektów odrębnych od ja. Odkąd narcyzm nie uznaje oddzielnej egzystencji ja, nie przejawia żadnego strachu przed śmiercią. Narcyz nurza się we własnym odbiciu, nie rozumiejąc, że to jego odbicie. Najistotniejsze w tej historii nie jest to, że mityczny Narcyz zakochuje się sam w sobie, ale odkąd nie dostrzega swojego odbicia, nie ma jakiegokolwiek pomysłu na odróżnienie siebie od otoczenia.” s. 280-281

 

Link #1 – Pogawędnik Filozoficzny – O etyce cnót

W swoich peregrynacjach po tematach związanych z pracą magisterską, którą muszę napisać, zahaczyłem o etykę perfekcjonistyczną (temat do opisania w przyszłości). Jest ona klasyfikowana jako część, albo też element szerszej teorii etycznej, nazywanej etyką cnót. Jest to system etyczny, który odrodził się niejako z popiołów w połowie ubiegłego wieku. O tym czym jest etyka cnót, a zwłaszcza jaki jest jej obecny status – o tym gawędzą sobie bardzo umiejętnie prof. Natasza Szutta oraz prof. Jacek Jaśtal. Zapraszam do odsłuchu odcinka.

„Asceza odczłowieczenie czy uczłowieczenie” – wpis techniczny

Wpis techniczny poświęcony książce pod redakcją ks. Waleriana Słomki „Asceza odczłowieczenie czy uczłowieczenie”, Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 1985

 

Ciekawe lektury z książki

Po raz kolejny pojawia się w moich lekturach odniesienie do myśli Bogdana Suchodolskiego – sporo jego dzieł jest cytowanych

 

Cytaty

„Asceza nie oznacza bynajmniej czegoś nadzwyczajnego, ale jest ona, przynajmniej w dużej swej części, normalnym i koniecznym współczynnikiem życia moralnego człowieka. Oznacza po prostu tylko rzetelne i bezkompromisowe zaangażowanie się człowieka w pracę nad sobą, w dzieło moralnego doskonalenia się i dojrzewania” s. 13 Cytat za K. Wojtyła

„Asceza jest nakazana nie tylko przez religie; etyczne przepisy Konfucjusza są bliskie etyce umiaru w systemie Arystotelesa. Sławne sustine i abstine stoików jest zbliżone do kategorycznego imperatywu I. Kanta. Wskazówki szkoły pitagorejskiej o milczeniu i panowaniu nad językiem są prawie identyczne z refleksjami z książeczki Thomasa a Kempis O naśladowaniu Chrystusa.” s. 14

„Asceza humanistyczna jest niemożliwa bez pewnego osamotnienia, w którym człowiek odwraca się od wielości zjawisk, by skoncentrować się w samym sobie. Współcześni humaniści i personaliści, nawołując do pogłębienia wewnętrznej kultury, podają motyw ratunku człowieka w jego elementach najbardziej ludzkich, tj. wewnętrznej wolności, namyśle, rozumnej decyzji, kierownictwie nad sobą. Faktem jest, iż człowiek w hałasie i w gromadzie często ulega naciskowi wrażeń zewnętrznych i narzuconej opinii; dopiero wówczas, gdy zostaje sam na sam ze swoimi myślami, może odzyskać siebie. Dopiero skupienie, eliminując roztargnienia i uciszając tęsknoty zewnętrzne, pozwala człowiekowi na spokojny logiczny namysł, daje możliwość oceny jego postępowania oraz nowe motywy działania, a więc pełniejsze życie wewnętrzne. Wyrazem humanistycznej samotności będą przepisy pitagorejczyków o milczeniu i kilkakrotnym rachunku sumienia, będzie samotna osobista kontemplacja wiekuistego piękna u Platona, stan ekstazy u Plotyna czy też Rozmyślania Marka Aureliusza, a także Medytacje Kartezjusza, zmieniające bieg filozoficznej myśli.” s. 15

„Asceza humanistyczna mówi o opanowaniu siebie i konieczności różnorodnych wyrzeczeń. Amerykański humanista I. Babbitt będzie dowodził, że „istotą człowieczeństwa nie jest ani poznawanie, ani odczuwanie, ani działanie, ale samoprzezwyciężanie się wewnętrzne, stawianie sobie samemu ograniczeń i zdobywanie własnego kształtu. […] Asceza ograniczeń i samoopanowania to tylko jeden z jej wielu składników na równi indywidualnych i społecznych; człowiek, chcąc żyć harmonijnie, musi sobie wiele rzeczy odmówić, w przeciwnym bowiem razie wezmą nad nim górę nieokiełznane siły instynktów występujących pod maską zmysłów, pieniądza, chęci panowania, żądzy zemsty. Doświadczamy bowiem, że wewnątrz nas istnieje konflikt między prawem Bożym a prawem naszego ciała i że na zewnątrz musimy walczyć przeciw nienawiści w stosunku do bliźnich; asceza jest nieodzowna do osiągnięcia integracji wewnętrznej i jedności ze światem zewnętrznym. Wyrzeczeń od człowieka domaga się i ludzkie prawo ograniczające jednostkę na korzyść dobra społecznego i wymaga od niej wielu poświęceń, włącznie do ofiary z życia.” s. 16-17 Niektóre cytaty w treści pochodzą z innych źródeł

„Zrozumiał to dobrze Nietzsche, kiedy następująco charakteryzował typ świętego: „Najpotężniejsi ludzie z czcią korzyli się dotychczas przed świętym, jako przed zagadką poskromienia siebie samego oraz rozmyślnego ostatecznego zaparcia się: dlaczegoż się korzyli? Przeczuwali w nim […] przemożną siłę, która takiem poskramianiem doświadczyć siebie chciała, moc woli, w której rozpoznawali i czcić umieli własną swą moc i chęć władania: czcząc świętego, czcili oni coś w sobie […]. Słowem, możni świata nauczyli się wobec niego nowej trwogi, przeczuwali jakąś nową potęgę, jakiegoś nieznanego, nieuskromionego jeszcze weoga: – to wola mocy zniewalała ich zatrzymać się przed świętym.” s. 19 Cały cytat to w sumie Nietzsche „Poza dobrem i złem”

„Asceza humanistyczna odznacza się także duchem umiaru i wewnętrznego pokoju. „Nakaz selekcji staje się w życiu wewnętrznym człowieka wymaganiem dyscypliny i umiaru. Nie wolno oddawać się ekstatycznie i ślep własnym przeżyciom. Trzeba je oceniać, kontrolować, kształtować. Prawdziwy humanizm polega na unikaniu wszelkiej jednostronności, na łagodzeniu krańcowości, na równoważeniu przesady. Z umiaru powstaje harmonia – najwyższy ideał humanisty”. „Zasadniczym prawem humanizmu jest zasada umiaru. Ona określa styl jego myślenia, odczuwania i działania.”  s. 21 To są w sumie cytaty z Suchodolskiego

„Wiemy, jak istotna w naszym wewnętrznym rozwoju jest autodyscyplina, czyli zdolność stanowczego i wytrwałego chcenia, tj. silna wola. Skrótowo można powiedzieć, iż wolność polega na tym, że robię to, „co ja chcę”, a nie „co mi się chce”.”  s. 30

„Należy jeszcze podkreślić, że żadne ćwiczenia z zakresu życia wewnętrznego nie będą efektywne, jeśli nie są systematyczne. Brak systematyczności wskazuje na brak silnego postanowienia. Dobre przyzwyczajenia nabywa się przez powtarzanie tych samych aktów. Zwłaszcza w początkach życia wewnętrznego, konieczne jest, aby odpowiednie praktyki wykonywane były regularnie w określonym czasie. Można też zaznaczyć, że pragnąc życia wewnętrznego to pragnąć wewnętrznej dyscypliny, inaczej łatwo o iluzoryczność naszych postanowień. Zdyscyplinowanie ma doprowadzić do duchowej wolności. Asceza wewnętrzna powinna dawać człowiekowi giętkość, a nie sztywność duchową, gdyż sztywność i wolność nie idą z sobą w parze. Mimo to nasze zdyscyplinowanie musi mieć w sobie pierwiastek pewnej surowości, w przeciwnym razie nie potrafi nas uwolnić od negatywnych dążeń. Jeżeli nie będziemy wymagający wobec siebie, nasze ciało łatwo nas oszuka. Jeżeli nie nakażemy sobie modlitwy w pewnych określonych porach i nie postanowimy sobie dotrzymać naszych przyrzeczeń mimo znacznych trudności i przeszkód, damy się wkrótce omamić własnym wymówkom, sztucznym racjonalizacjom i odwieść od celu naszą słabością i zmiennymi nastrojami.” s. 31

„Zgodnie z tym uświadomiono sobie także, iż praktyki ascetyczne mogą przyczynić się do samooszukiwania się, gdy staną się wartością samą w sobie, celem same dla siebie. Celem takich praktyk może stać się samouwielbiające poczucie wewnętrznej samokontroli, wyższości, doskonałości. W ten sposób mogą one stać się pożywką dla nerwicowego systemu perfekcjonistycznego. Asceta z nerwicową potrzebą doskonałości – usiłuje siebie samego ukształtować na wzór wyobrażonej istoty doskonałości. Nierzadko zdobywa się on na szereg bardzo nawet ciężkich i surowych praktyk ascetycznych, aby tylko kultywować i pielęgnować idealny obraz własnego „ja”. Im praktyki są bardziej uciążliwe, tym bardziej „poprawiają” one ten obraz. Asceta może łatwo stać się egocentrykiem pilnującym zachłannie własnego „duchowego” interesu. Niekiedy nie może nawet od tego rodzaju praktyk ascetycznych oderwać się. Środek staje się celem, praktyki służą jednostce do upodobnienia się do własnego wyidealizowanego obrazu, łatwo upozorowując osiągnięcie perfekcji. Z tym łączy się często zakazywanie sobie wszelkich rzeczy sprawiających zadowolenie. Asceza postulowana przez taki perfekcjonizm, podnosząc wyrzeczenie się do rangi mechanizmu uświęcającego, wtrąca często jednostkę w „tyranię powinności”, krępującą ją wewnętrznie wyidealizowaną wizją postępowania tak, jak „powinno być” w świetle wymagań ideału doskonałości.” s. 38

„Reasumując należy podkreślić, iż asceza jest czymś wartościowym w życiu wewnętrznym, ale pod warunkiem, iż jest ona traktowana jako środek, a nie jako cel. Asceza może jednak stać się poważną przeszkodą w rozwoju życia wewnętrznego, jeśli staje się środkiem podsycającym tzw. perfekcjonizm. Ponadto ważna w rozwoju życia wewnętrznego jest samokontrola, zwłaszcza emocji. W artykule przedstawiono szereg technik radzenia sobie z emocjami.” s. 41

„Wobec tego [kultury konsumpcjonizmu – przyp. MP] rodzi się potrzeba pewnej dyscypliny życia, wyrzeczeń i samoograniczenia w kształtowaniu charakteru i osobowości. Innymi słowy, rodzi się konieczność ascezy. Aby dać sobie radę w walce przeciwko tym wszystkim wypaczeniom, człowiek musi zdobyć się na wiele samozaparcia, dyscypliny, poświęcenia oraz rezygnacji z nawet dobrych rzeczy. Pokonanie wewnętrznych i zewnętrznych przeszkód, wynikających z różnych okoliczności i skłonności, ograniczeń i swobody, nie dokonuje się jednorazowo, ale w długim procesie ciągłego powtarzania wysiłków i aktów.” s. 143

„Co to znaczy 'być sobą'” – wpis techniczny

Wpis techniczny poświęcony książce Beaty Szymańskiej „Co to znaczy 'być sobą'”.

 

Ciekawe lektury z książki

Fromm, „Niech się stanie człowiek. Z psychologii etyki”

Maslow, „Motywacja i osobowość”

 

Cytaty

„Samorealizacja – stwierdza Maslow – jest dynamicznym, aktywnym procesem w ciągu całego życia, a nie czymś ostatecznym i gotowym, jest raczej „Stawaniem się” niż „Bytem”. Podobne przekonania wyraża Maslow, dokonując czegoś, co nazywa „redefinicją samoaktualizacji”. Samoaktualizację – pisze – możemy w określić „jako epizod lub zryw, w którym siły jednostki łączą się razem w sposób szczególnie wydajny oraz nadzwyczaj przyjemny i podczas którego jest ona bardziej zintegrowana, mniej rozdwojona, bardziej otwarta na doświadczenie, bardziej zindywidualizowana, doskonalej ekspresyjna lub spontaniczna, bądź w pełni funkcjonująca, bardziej twórcza, pogodna, bardziej wychodząca poza ego, bardziej niezależna od swoich niższych potrzeb itd. W takich epizodach jednostka staje się naprawdę sobą, doskonalej aktualizuje swoje możliwości, jest bliższa sedna swego bytu, jest pełniej ludzka.” s. 10

„Odrębnych rozważań wymagałby, jak się wydaje, problem czasu sygnalizowany już w przytoczonych wypowiedziach Maslowa. Nie chodzi przy tym o to czy samorealizacja jest długotrwałym procesem, czy też jest to gwałtowna przemiana, oświecenie, przeżycie mistyczne zmieniające człowieka w jednym momencie. Chodzi o to czy w ogóle może tu nastąpić pełna „realizacja”, czynność ukończona, której rezultatem jest produkt doskonały, zupełny, „entelechia”, czy też jest to proces nie mający pełnego urzeczywistnienia, nieustanna aktualizacja w toku całej ludzkiej egzystencji, po jej kres.” s. 15

„Pozostaje jeszcze jedno pytanie, bardzo istotne: czy samorealizacja jako cel etyczny nie prowadzi do postaw egocentrycznych, czy wręcz narcystycznych. To pytanie stawiano wielokrotnie. Odpowiadając na nie w wielkim uproszczeniu można by się odwołać do pioniera współczesnych koncepcji samorealizacji, do Ericha Fromma, które definiując „zdrowie” (to znaczy stan osiągnięty lub cel, do jakiego dąży jednostka, która się samorealizuje), pisze m. in.: „Zdrowie jest możliwe tylko w tym stopniu, w jakim pokona się narcyzm; tylko w tym stopniu, w jakim człowiek jest otwarty, zdolny do reagowania, wrażliwy, obudzony i pusty […]. Zdrowie oznacza pełny uczuciowy związek z ludźmi i naturą, oznacza odrębności i alienacje, osiągnięcia i przeżycia jedności ze wszystkim, co istnieje, a mimo to przeżywanie siebie samego jako zarazem odrębnej istoty, jako indywidualności.” s. 16

„U uczniów Sokratesa – Ksenofonta i Platona – pojawia się nowy termin, który Jaeger przypisuje już Sokratesowi: „enkrateia”. Oznacza on moralne panowanie nad sobą, umiarkowanie i stałość. Nie jest to osobna cnota, lecz, jak powiedział Ksenofont, „podstawa wszelkiej cnoty”, gdyż oznacza wyzwolenie rozumu spod zwierzęcej natury człowieka. Tę tezę rozbuduje później Platon. Enkrateia prowadzi do tego, że psyche może zapanować nad ciałem i jego instynktami. […] To nie tylko grecki ideał sprawnego fizycznie ciała uosabiał Sokrates. To jego dusza, jego „prawdziwe ja” rozwinęło pełną zdolność samoopanowania, „rządzenia” niższymi sferami osobowości. Tylko panowanie nad sobą – twierdzi Sokrates – daje prawdziwą wolność.” s. 22

„Ta aprobata istnienia wyraża się też w tak ważnej we współczesnych teoriach samorealizacji akceptacji samego siebie. Bo chociaż człowiek ujmowany jako byt działający jest istotą społeczną, gdyż tylko wobec innych ludzi zwykła, codzienna działalność ma sens, to jednak ostatecznym punktem odniesienia działań i ocen jest zawsze własne „ja”.” s. 42

„W stosunku do drugiego człowieka należy powodować się miłością i jest to drugi, obok radości, rodzaj emocjonalnego nastawienia, jakie cechuje człowieka prawdziwie mądrego. Szczególnie ważne jest akceptacja własnej osoby, zadowolenie z siebie, wynikające z uznania własnej mocy i własnych zalet, co jest możliwe jedynie w przypadku człowieka mądrego i co jest przeciwieństwem pychy. Jest też rzeczą słuszną, by człowiek żyjący zgodnie z rozumem kierował się wówczas własnym dobrem, bo przecież tak czyniąc, działa on na rzecz własnej natury, a ta jest czymś najcenniejszym.” s. 54 – cytat jest o wiele dłuższy i opisuje też relację ze społeczeństwem, dbanie o ciało i życie zgodne z naturą jako balans między przyjemnościami, a wyrzeczeniem

„I Hobbes konkluduje: „Tak więc na pierwszym miejscu stawiam jako ogólną skłonność wszystkich ludzi stałe i nie znające spoczynku pragnienie coraz to większej mocy, które ustaje dopiero ze śmiercią.” s. 60

„W pytaniu o samorealizację filozofia Nietzschego stanowi prawdziwą zagadkę. Z jednej strony trzeba stwierdzić, iż głoszone przez niego postulaty moralne są wręcz zaprzeczeniem wszystkiego, co wyliczają „klasycy” samorealizacji. Z drugiej jednak strony prawo do wyrażania własnej natury formułuje Nietzsche niezwykle dobitnie. […] Postrzegając samego siebie jako totalnego burzyciela istniejącego ładu i przyjętych powszechnie norm moralnych, Nietzsche mniej jest skłonny do tworzenia szczegółowego zestawu postulatów, koncentrując się na przedstawieniu wizji człowieka modelowego – „nadczłowieka”, tego symbolu pełni człowieczeństwa. Dowiadujemy się jednak znacznie dokładniej, czym lub kim nadczłowiek nie jest, niż kim jest.” s. 72

„Tym, czego chce człowiek, czego chce najdrobniejsza cząstka żywego organizmu, jest przybór mocy. Człowiek w swoim działaniu nie kieruje się celami, jakie sobie stawia świadomie. W rzeczywistości człowiek działa „albo z ochoty (z przepełniającego poczucia siły, które musi się wyzwolić lub znaleźć zadośćuczynienie) […] A więc człowiek nie działa dla szczęścia, pożytku lub po to, by przemóc niechęć; raczej wyzwala się pewna ilość siły, uchwytującej coś, czy może się ona zaspokoić. To co zwie się <<celem>> jest w istocie środkiem do tego mimowolnego procesu. Jedna zaś i ta sama ilość poczucia siły może się rozładować na tysiąc sposobów: jest to <<wolność woli>>” s. 73  Cytaty z autorki przeplatają się z cytatami z pism Nietzschego!

„Do pojęcia istoty żywej należy, że musi ona wzrastać – że poszerza swą władzę i w konsekwencji musi zagarnąć w siebie obce siły […]; egoizm agresywny i egoizm defensywny to nie kwestia wyboru czy wręcz <<wolnej woli>>, lecz fatalność samego życia.” s. 76

„Nietzsche tak dobitnie, jak tego nikt do tej pory nie zrobił, pokazuje, że realizacja samego siebie jest też w pewnym sensie wykraczaniem poza siebie. Nadczłowiek, człowiek doskonały jest tym, który daje, a nie tym, który tylko bierze. W tym sensie pobieranie energii z zewnątrz jest poszerzeniem własnej mocy i zarazem możliwością uzewnętrzniania jej. Dlatego też nie przypadkiem Nietzsche utożsamia „wolę mocy” z wolnością. Pełne, swobodne wydatkowanie energii, to właśnie mówiąc w innej terminologii „samorealizacja”. Przejawem owej woli mocy, „życia” w człowieku są uczucia, potrzeby, instynkty – intelekt jest czymś wtórnym i nie stanowi o istocie człowieka, choć Nietzsche nigdy nie negował jego znaczenia.” s. 77

„Widać to w Nietzscheańskiej charakterystyce „człowieka dionizyjskiego”, „podzwrotnikowego”, człowieka, który działa zgodnie z własną naturą: „Jest to bogactwo osobistości, pełność siebie, przelewanie się i dawanie siebie, instynktowne czucie się dobrze i przytakiwanie sobie, co rodzi wielkie ofiary i wielką miłość; jest to silne i boskie samolubstwo, z którego te afekty wyrastają, jak i chęć stania się panem, jak sięganie poza obręb własny, jak pewność wewnętrzna, że się ma prawo do wszystkiego”. Człowiek dionizyjski, to, „człowiek świąteczny”, przeniesiony w czas niezwykły, czas wyróżniony, człowiek, który nie ma nic wspólnego z codzienną, przyziemną aktywnością, tę pozostawia się ludziom niższym.” s. 80   Cytaty z autorki przeplatają się z cytatami z pism Nietzschego!

„Bardzo podobną koncepcję „spontanicznych wyborów” dokonywanych przez człowieka, który uzyskuje samorealizację, rozwinie później Abraham Maslow. Chęć panowania jest w gruncie rzeczy oznaką słabości. „Możne natury panują, jest to konieczność, nie kiwnąwszy nawet palcem. Choćby się zakopały na całe życie w domku z ogródkiem”. Co więcej, „nadmiar mocy” powoduje, iż nadczłowiek może być skłonny do pomagania innym. „Nad wszystkim góruje poczucie pełni, potęgi, które pragnie się przelać, szczęścia, jakie daje wielkie wzmożenie, świadomość bogactwa, które chciałoby się rozdarować i rozdać: gdyż człowiek dostojny również pomaga nieszczęśliwemu, nigdy wprawdzie lub prawie nigdy z litości, a tylko z popędu, poczętego z nadmiaru mocy”. s. 83   Cytaty z autorki przeplatają się z cytatami z pism Nietzschego!

„Człowiek wyższy musi tworzyć, tzn. wyrażać swą wyższość wobec innych – czy to jako nauczyciel, czy też jako artysta. Twórczość, według współczesnych koncepcji psychologicznych, tak mocno związana z samorealizacją, jest zdaniem Nietzschego naturalnym sposobem „komunikowania siebie”, „wyrażania swej wyższości wobec innych” – właśnie dlatego zapewne nauczanie i twórczość artystyczna zostają uznane za równoważne rodzaje aktywności.” s. 84 Cytaty z autorki przeplatają się z cytatami z pism Nietzschego!

„Uznanie, iż celem życia człowieka jest rozwijanie jego mocy „zgodnie z prawami natury” jest zasadniczym przesłaniem budowanej przez niego [Fromma] „etyki humanistycznej”. „Dobrem w humanistycznej etyce jest afirmacja życia, rozwijanie mocy człowieka; cnotą – odpowiedzialność za swą własną egzystencję. Zło jest sparaliżowaniem mocy człowieka; występek to brak odpowiedzialności za siebie”. s. 91 Cytaty z autorki przeplatają się  z cytatami z pism Fromma!

„Bowiem zdaniem Fromma całkowicie błędne jest przekonanie, iż człowiek do działania potrzebuje specjalnych bodźców w postaci nagród i kar. „Normalną jednostkę cechuje wewnętrzna tendencja do rozwoju, do wzrostu i do życia produktywnego […]. Zdrowie psychiczne, podobnie jak zdrowie fizyczne, nie jest celem, do którego realizacji człowiek jest zmuszany przez siły zewnętrzne, ale jest wewnętrzną tendencją człowieka, której stłumienie wymaga silnych środowiskowych czynników działających przeciwko niemu”. Wynika to z faktu dysponowania ową nadwyżką energii. Jak pisze Fromm: „siła do działania wytwarza potrzebę jej użycia, a niemożność jej zużytkowania prowadzi do stanu bezładu i nieszczęśliwości”. s. 97-98 Cytaty z autorki przeplatają się  z cytatami z pism Fromma!

„Proces samorealizacji musi się dokonywać poprzez nieustanne ćwiczenie, nieustanną praktykę. W tym sensie zagrożeniem dla samorealizacji może być wewnętrzna tendencja do lenistwa, bierności, czy też utrata zaufania do samego siebie. Są to przeszkody, które leżą w nas samych i od nas samych zależy ich przezwyciężenie.”  s. 102

„Aktywność jest warunkiem zarówno samourzeczywistnienia, jak i szczęścia. „Szczęście jest osiągnięciem uzyskanym dzięki wewnętrznej produktywności; dokonaniem człowieka, nie zaś darem bogów”. Tak rozumiane szczęście jest sumą radości przeżywanej przy dokonywaniu kolejnych aktów działania. „Szczęście jest oznaką, że człowiek znalazł odpowiedź na problem egzystencji ludzkiej; jest nią produktywna rywalizacja jego potencjalnych możliwości, a zarazem poczucie jedni ze światem oraz z sobą samym. Wydatkując energię produktywnie zwiększa on swe moce twórcze; <<płonie, nie spalając się>>” Chociaż, jak to wynika z poprzednich stwierdzeń, twórcza aktywność człowieka to działalność spontaniczna, to jednak sam fakt aktywności wynika z „natury ludzkiej”. Aktywność jest niejako wymuszana przez sytuację rozdarcia wynikłego z oderwania człowieka od natury. To mając na myśli, stwierdza Fromm, iż w człowieku nie ma nic takiego, jak wrodzony pęd do postępu – samorealizacja jest rezultatem egzystencjalnej sytuacji człowieka, wewnętrznej sprzeczności jego losu. Tak więc, w myśl tej koncepcji, jesli człowiek nie ma być jednostką chorą i sfrustrowaną, niejako jest zmuszony do realizowania własnej mocy. „Po utracie raju, jakim była jedność człowieka z naturą, stał się on wiecznym wędrowcą […]. Musi iść niestrudzenie naprzód, ponieważ pcha go nieustający pęd do poznania, uczynienia znanymi rzeczy nieznanych, by zapełnić puste przestrzenie swej wiedzy. Musi przybliżyć sobie samemu i wyjaśnić sens swojej egzystencji”. s. 103-104 Cytaty z autorki przeplatają się  z cytatami z pism Fromma!

„Sprzeczności stanowią element napędowy działań człowieka. W ciągu całego swego życia musi on je rozwiązywać, a rozwiązania, jakie przyjmuje albo czynią z niego w pełni wartościowego człowieka, albo mają charakter nerwicowy; prowadzą do choroby lub są już jej przejawem. Życie ma tylko taki sens, jaki człowiek mu nadaje poprzez własną aktywność. Wybór rozwiązań zależy wyłącznie od nas samych, od naszych wolnych decyzji, człowieka nie determinują bowiem jego popędy biologiczne. Ogranicza go jedynie własna świadomość, która daje mu nieprawdziwy, zniekształcający obraz rzeczywistości. Prawda jest domeną nieświadomości, ale na skutek działania wielu czynników jest ona przeważnie niedostępna.” s. 106

„Miłość, wyrażając się w szacunku, odpowiedzialności i dążeniu do zapewnienia kochanej osobie szczęścia i możliwości rozwoju, musi więc objąć nas samych. „Człowiek ma tylko jeden rzeczywisty interes – pełny rozwój swych potencjalnych możliwości jako istoty ludzkiej. Podobnie, jak trzeba poznać jakąś osobę i jej rzeczywiste potrzeby, aby ją kochać, powinno się poznać swą własną istotę, aby zrozumieć, jakie są jej interesy i w jaki sposób dążyć do ich realizacji”. Podsumujmy: Tylko uważne i pełne miłości skierowanie się na samego siebie umożliwi własny rozwój i właściwy stosunek do innych ludzi i całego świata.” s. 110 Cytaty z autorki przeplatają się  z cytatami z pism Fromma!

„Właśnie na buddyzm powołuje się Fromm wówczas, gdy powiada, że radość jest uczuciem, które może się pojawić dopiero wtedy, kiedy człowiek pozbędzie się tego typu pragnień [przyjemności zmysłowych/zewnętrznych – przyp. MP] i potrzeb, kiedy z dążenia do posiadania przejdzie ku dążeniu do bycia. W swej najczystszej formie jest to stan radości, jaki właściwy jest nirwanie. Jest to stan możliwy do osiągnięcia na różnych drogach i paralela, jaką przeprowadza Fromm między psychoanalizą i buddyzmem zen, ma niewątpliwie na celu ukazanie człowiekowi wielu dostępnych dla niego dróg pooszukiwania samego siebie. Celem psychoanalizy, podobnie jak to jest w przeżyciu mistycznym czy w drodze zen, nie jest teoria, lecz przemiana. Szczególny rodzaj poznania prowadzi do uzyskania nowego rodzaju wiedzy, a ta wiedza powoduje, że człowiek staje się sobą prawdziwym. Taki właśnie charakter ma „uświadomienie nieświadomości”.” s. 113

„Uwikłana w rozważania nad hierarchią potrzeb pojawia się – jeszcze jedna – definicja samorealizacji: „Wydaje się, iż istnieje dla całej ludzkości jedyna i ostateczna wartość, jakiś odległy cel, do którego dążą wszyscy ludzie. Różni autorzy różnie go nazywają: samoaktualizacją, samorealizacją, integracją, zdrowiem psychologicznym, indywiduacją, autonomią. zdolnością twórczą, produktywnością, lecz wszyscy oni się zgadzają, iż chodzi tu o zdanie sobie sprawy z potencjalności danej jednostki, to znaczy o stawanie się w pełni człowiekiem, tym wszystkim, czym osoba może się stać”. s. 116-117 Cytaty z autorki przeplatają się  z cytatami z pism Maslowa!

„Wszystko to stanowi przeszkody na drodze do samorealizacji. Własna indywidualna natura człowieka, „podstawowy rdzeń osobowości”, jest „słaba, delikatna i subtelna”, nie ma siły i prężności instynktu. Równocześnie Maslow wielokrotnie stwierdzał, że tylko pewien opór, pokonywanie przeciwności, dyscyplina i wyrzeczenia prowadząc do wzmocnienia „ja”, są, jak się wydaje, początkiem drogi samorealizacji.” s. 119

„[…] jak pisze Maslow, powołując się przy tym z kolei na Fromma, wszyscy posiadamy szczególny rodzaj świadomości, w której zawarta jest sfera norm moralnych: istnieje ona „w naszej świadomości, którą mamy wszyscy w mniejszym lub większym stopniu. Jest to <<świadomość wewnętrzna>>, oparta na nieświadomej i przedświadomej percepcji naszej natury, naszego własnego przeznaczenia lub naszych własnych zdolności i naszego własnego <<powołania życiowego>>. Nalega ona, byśmy byli wierni naszej wewnętrznej naturze, byśmy się jej nie wypierali ze słabości albo dla korzyści lub z jakiegokolwiek innego powodu. Ten, kto zmarnuje swój talent, urodzony malarz, który nie maluje, lecz sprzedaje pończochy, człowiek obdarzony inteligencją, który prowadzi jałowy żywot, człowiek świadomy prawdy, który milczy, tchórz, który wyrzeka się męstwa – ci wszyscy ludzie głęboko odczuwają wyrządzoną sobie samym krzywdę i pogardzają sobą.” s. 124 Cytaty z autorki przeplatają się  z cytatami z pism Maslowa!

„Odpowiedź na takie zarzuty [o wysokim egoizmie osób aktualizujących się – przyp. MP] zawiera się, jak sądzę, przede wszystkim w jeszcze jednej niezmiernie istotne właściwości opisywanej jednostki. Jest ona „z natury” bardziej niż inni ludzie zdolna do spontanicznej i bezinteresownej miłości. Właśnie ten problem był szeroko prezentowany w znanej książce Fromma „Sztuka miłości”, jest też ważnym elementem koncepcji Maslowa. Owa zdolność do miłości jest niejako gwarancją prawidłowych relacji z innymi osobami. „Samorealizacja – pisała już Karen Horney – nie zmierza wyłącznie, ani nawet głównie, do rozwijania specyficznych zdolności indywidualnych. Jądrem tego procesu jest ogólny rozwój potencjalnych sił ludzkiej istoty. Obejmuje zatem przede wszystkim rozwijanie w jednostce zdolności do dobrego współżycia z innymi ludźmi.” s. 126 Cytaty z autorki przeplatają się  z cytatami z pism Karen Horney!

„Stopniowo człowiek uczy się wyodrębniać i preferować takie cele, które będzie mógł uznać za własne. Jak każdy proces połączony z braniem za siebie odpowiedzialności, jest to proces trudny i często bolesny.” s. 138

„’Stawanie się sobą’, samorealizacja, to proces pozytywny i godny zaufania. Gdyby wszyscy ludzie mogli ją podjąć, to – konkluduje Rogers – „na podstawie zarówno przesłanek filozoficznych, jak i własnych obserwacji” – społeczeństwo złożone z ludzi, którzy osiągnęli samoaktualizację stałoby się lepsze i sprawniej funkcjonujące. Czulibyśmy się w nim wszyscy lepiej, ponieważ nie musielibyśmy starać się być innymi, niż jesteśmy naprawdę. Moglibyśmy koncentrować się na istotnych sprawach, zamiast udowadniać, że jesteśmy dobrzy i moralni. Moglibyśmy posługiwać się całą naszą twórczą wyobraźnią w rozwiązywaniu problemów, zamiast dążyć do usprawiedliwiania i tłumaczenia swych motywów. Otwarcie można by realizować własne interesy, tak samo jak przejawiać troskę o innych ludzi, dbając o to, aby te dwa sprzeczne dążenia pozostawały w pełnej równowadze. Moglibyśmy realizować własne twórcze plany, zamiast starać się o to, by być takimi, jak oczekują od nas inni, lub jakimi uważamy, że powinniśmy być. Podstawowe problemy świata mogłyby być rozwiązywane poprzez porozumienia i negocjacje. Indywidualna samorealizacja może więc prowadzić do powstania lepszego społeczeństwa przyszłości.” s. 140

„Tak na przykład Ken Wilber stwierdza, iż wiele przekonań właściwych temu nurtowi jest wyrazem nie transpersonalnego samorozwoju, lecz ukrytego poza nimi narcyzmu, wyrażającego się między innymi w przekonaniu o rzeczywistej sile sprawczej „prawdziwego Ja”, jego zdolności do kierowania biegiem wydarzeń, do samowyleczenia z najcięższych chorób, co wywołuje w ludziach chorych, doświadczonych przez tragedie życiowe poczucie winy, iż nie umieli ich przezwyciężyć, iż „sami je wywołali”: „Sądzę, iż hiperindywidualistyczna kultura Ameryki, która sięgnęła zenitu w <<dekadzie ja>>, przyspieszyła regres do poziomu magicznego i narcystycznego.” s. 208 Cytaty z autorki przeplatają się  z cytatami z pism Wilbera!

„Bowiem samorealizacja, stawanie się sobą, chociaż jest procesem skoncentrowanym na indywidualnym „ja”, nie oznacza postawy egocentrycznej czy egoistycznej – wyzwala ona w ludziach lepsze rozumienie drugiego człowieka, chęć przychodzenia z pomocą, zdolność do – ogólnie mówiąc – lepszych kontaktów z innymi ludźmi. Społeczeństwo złożone z jednostek, które osiągnęły samorealizację, w którym każdy pojedynczy człowiek działa „zgodnie z własną naturą”, byłoby społeczeństwem sprawnie funkcjonującym, w którym każdy mógłby odnaleźć odpowiednie dla siebie miejsce, działać bez poczucia wyobcowania, swobodnie przejawiając swoje najlepsze cechy. (Jak się wydaje, taka interpretacja mogłaby się odnosić nawet do poglądów Nietzschego, z tym że tam dla różnych ludzi byłyby różne modele samorealizacji, co zresztą jest zgodne z istotą tego pojęcia). Łączy się z tym następna myśl: samorealizacja w swoim pełnym wymiarze jest przekraczaniem jednostkowego „ja” na rzecz zjednoczenia się z czymś, co go przekracza – z Bogiem, Wszechświatem, Absolutem, Wyższą Świadomością, Uniwersalną Wolą. w wielu teoriach samorealizacji (z wyjątkiem koncepcji Oświeceniowych) tak rozumiane stawanie się sobą jest bliskie doświadczeniom mistycznym, niekiedy nawet następuje tu pełne utożsamienie tych pojęć. Koncepcje samorealizacji ukazują nam krzepiący obraz ludzkich możliwości, realizowanych w konkretnym społeczeństwie, tu i teraz, przez ludzi mądrych, pogodnych i szczęśliwych.” s. 233

Etyka nikomachejska #1

Tym tekstem chciałbym rozpocząć całą serię wpisów, które zamierzam kontynuować w ramach bloga. Będzie to niejako „strumień świadomości”, który będę zapisywał podczas lektur tekstów źródłowych.

Fakt, troszeczkę tutaj oszukuję, gdyż arystotelesowską „Etykę nikomachejską” zacząłem czytać od rozdziału drugiego. Ta aberracja miała miejsce z prostej przyczyny – rozdział drugi był podstawą do napisania pracy zaliczeniowej w ramach zajęć na studiach. Zatem post dotyczący rozdziału drugiego będzie pewnie po prostu treścią mojej pracy zaliczeniowej, ale wszystkie pozostałe rozdziały powinny być opisane w podobnej do poniższej formie.

Celem działania jest dobro

Wszelka sztuka i wszelkie badanie, a podobnie też wszelkie zarówno działanie jak i postanowienie, zdają się zdążać do jakiegoś dobra i dlatego trafnie określono dobro jako cel wszelkiego dążenia.

W ten właśnie sposób Arystoteles rozpoczyna swoje etyczne opus magnum. Zasadniczo trudno się z tymże stwierdzeniem nie zgodzić, aczkolwiek cały podrozdział może trochę tchnąć truizmem; w jego dalszej bowiem części (raptem na pół strony długiej), dodatkowo wskazuje na fakt, iż to celom wyższego rzędu (jak dla przykładu sztuce jazdy konnej w stosunku do sztuki wytwarzania wędzideł) przysługuje pierwszeństwo i wyższa wartość.

Polityka nauką o poznaniu dobra najwyższego

Rozwijając myśl z poprzedniego podrozdziału, filozof jednoznacznie stwierdza, iż musi istnieć jakiś cel najwyższy, do którego wszelakie działania prowadzą. Gdyby tak bowiem nie było, mielibyśmy do czynienia z  regressus ad infinitumArystoteles pisze o tym tak: „[…], jeśli więc nie wszystko jest przedmiotem naszego dążenia ze względu na coś innego (w tym bowiem wypadku rzecz szłaby w nieskończoność i pragnienie nasze stałoby się próżnym i daremnym), to oczywista, że taki cel jest chyba dobrem samym przez się i dobrem najwyższym.” 2 Gromska zauważa tutaj w przypisie, iż Arystoteles jasno rozdziela dobro samo przez się oraz dobro najwyższe. Nie są one tożsame, w moim zaś odczuciu – dobro samo przez się może występować w wielu wydaniach, zaś ex definitione samo dobro najwyższe może być tylko jedno. Jest to pokłosie sporu Platona ze swym uczniem. Albowiem to Platon utożsamiał celowość wszelkiego postępowania z dobrem samym w sobie, z kolei Stagiryta zwracał się w stronę dobra najwyższego.

O ile w powyższym rozróżnieniu ujawnia się między wspomnianymi filozofami znacząca różnica, o tyle zgadzają się oni w stwierdzeniu, że to nauka o państwie i zarządzaniu nim jest najprostszym sposobem, aby dowiedzieć się czegoś o tym najwyższym dobru. O ile pamiętam, u Platona rzecz była w wielkości państwa – łatwiej coś zobaczyć w obiekcie dużym niż małym. Paralele między częściami platońskiej duszy, a stanami społecznymi w jego państwie są jednoznaczne i czytelne. Z kolei Arystoteles podchodzi do tej koncepcji jak do aksjomatu: „Za taką zaś [naukę o najwyższym dobru] uchodzi polityka, nauka o państwie.” 3

Uwagi o metodzie badań nad dobrem najwyższym

Arystoteles stwierdza krótko, że nie zamierza wchodzić w niesamowicie szczegółowe i dogłębne rozważania. Z komentarzy i przypisów w książce dowiadujemy się, że jest to podejście stosowane w opozycji do metody Platona. Powinniśmy rozważać rzeczy dotyczące piękna moralnego tylko na ile jest to możliwe. Co więcej, znów trochę a contrario Platona – nasz filozof stwierdza, że nie za wiele z wykładu wyniosą ci, którzy kierują się w życiu namiętnościami. Niezależnie od tego, czy to z powodu młodego wieku, czy też samego charakteru. Tutaj rzecz jasna Arystoteles wypomina swemu mistrzowi intelektualizm etyczny.

Przedmiotem nauki o państwie jest szczęście. Określenie szczęścia.

Nie da się tutaj pominąć jakże istotnego dla całej myśli Arystotelesa cytatu:

Wracając teraz do poruszonej wyżej kwestii: skoro każde poznanie i każde postanowienie zmierza do jakiegoś dobra, rozważmy, czym jest to, do czego – zdaniem naszym – zdąża nauka o państwie i jakie jest najwyższe ze wszystkich dóbr, które można osiągnąć za pomocą działania. Co do nazwy tego dobra panuje u większości ludzi niemalże powszechna zgoda; zarówno bowiem niewykształcony ogół, jak ludzie o wyższej kulturze upatrują je w szczęściu, przy czym sądzą, że być szczęśliwym to to samo, co dobrze żyć i dobrze się mieć;”

Rzecz jasna, w zależności od tego, czy spytamy głupca czy mędrca – odpowiedź dotycząca natury szczęścia będzie inna. Stagiryta rzecz jasna podkreśla ten fakt, aczkolwiek chwilę później wchodzi w dywagacje dotyczące tego, czy należy wychodzić od zasad ogólnych, czy też do nich dopiero dochodzić. Szczerze mówiąc – niewiele z tego wynika, zaś konkluduje w skrócie: „Dlatego trzeba, by ktoś, kto ma z korzyścią słuchać wykładów o tym, co moralnie piękne, sprawiedliwe i w ogóle o sprawach państwowych, był już wdrożony w dobre zwyczaje.” 4

Trzy sposoby życia: oddanego przyjemności, działalności obywatelskiej i kontemplacji

Wracając do definicji szczęścia, filozof wskazuje na najpowszechniejszy sposób jego rozumienia – jako życie przyjemnościami (hedonizmem). W ten sposób postrzega szczęście szeroki ogół, a także niektórzy możni. Stagiryta daje jednak wyraźnie do zrozumienia, że tak prowadzone życie jest życiem niewolniczym i zwierzęcym. Drugim typem życia jest takie, które poświęcone jest zdobywaniu zaszczytów poprzez działalność obywatelską. Moim zdaniem, na ile jedno w sumie trzeba utożsamiać z drugim to kwestia dyskusyjna. Filozof (trochę w stoickim duchu) nie ceni tak rozumianego życia wysoko, gdyż głównie opiera się ono na opinii i dobrej łasce innych ludzi, a nie na wysiłku jednostki. Ten ostatni jest wyróżnikiem trzeciego sposobu życia – poświęconemu kontemplacji (racjonalistyczno-filozoficznej, bez naleciałości mistycznych – jak zauważa w przypisie tłumaczka).

Rozważania na temat istoty dobra. Krytyka platońskiego pojęcia idei dobra

Tytuł mówi wszystko – jest to quasi-metafizyczna rozkmina, dotycząca platońskiej koncepcji naczelnej Idei Dobra, a która – nie jest zasadniczo tak bardzo istotna. Tak można w skrócie podsumować cały podrozdział.

Szczęście człowieka dobrem najwyższym. Określenie istoty szczęścia

Wracamy do pytania o dobro najwyższe – Arystoteles jednoznacznie uznaje za nie to, co czynimy dla niego samego. Cytat tutaj będzie chyba najlepszym sposobem wyrażenia tej myśli: „Owóż to, do czego dążymy dla niego samego, nazywamy czymś w wyższym stopniu ostatecznym aniżeli to, do czego dążymy dla czegoś innego; nazywamy też w wyższym stopniu ostatecznym to, do czego się nigdy nie dąży dla czegoś innego. Bezwzględnie więc ostateczne jest to, do czego się dąży zawsze dla niego samego, a nigdy dla czegoś innego.” 5

Póki co ta myśl nie jest specjalnie oryginalna, albo też kontrowersyjna. Autor jednak dalej ciągnie wywód (słusznie zresztą), próbując jasno określić czym owo szczęście jest. I tutaj właśnie mamy jeden z najważniejszych aspektów myśli Stagiryty – szczęście jest spełnianiem specyficznej człowiekowi funkcji. Czym jest ta funkcja? Nie jest nim samo życie, bo to dzielimy choćby z roślinami. Zmysły i odbieranie za ich pomocą wrażeń mamy wspólne ze zwierzętami, zatem i to mało jest specyficznie ludzkie. Dochodzimy zatem do elementu, który jest stricte przypisanym nam jako gatunkowi – racjonalne myślenie. Znów cytat, bo tu się inaczej po prostu nie da: „[…] jeśli więc tak, i jeśli dalej za swoistą funkcję człowieka uważamy pewien rodzaj życia, a mianowicie działanie duszy i postępowanie zgodne z rozumem, za swoistą zaś funkcję człowieka dzielnego to samo działanie wykonywane w sposób szczególnie dobry; jeśli wreszcie w ogóle dobrze wykonywana jest każda rzecz, która jest wykonywana w sposób zgodny z wymogami swej swoistej dzielności; jeśli tedy to wszystko tak się ma, to najwyższym dobrem człowieka jest działanie duszy zgodne z wymogami tej dzielności, o ile zaś istnieje więcej rodzajów tej dzielności, to zgodnie z wymogami najlepszego i najwyższego jej rodzaju. I to w życiu, które osiągnęło pewną długość. Jedna bowiem jaskółka nie stanowi o wiośnie ani jeden dzień; tak też jeden dzień ani krótki czas nie dają człowiekowi błogości ani szczęścia.” 6

Bliższe określenie istoty szczęścia

Dobra wszelakie dzielimy na trzy typy – zewnętrzne, cielesne i duchowe. Działalność racjonalnej części duszy jest rzecz jasna przypisana do ostatniej kategorii. Tutaj też zwraca uwagę użyte słowo – działalność – filozof jasno pisze, że rzecz nie w posiadaniu możliwości (czyli potencji), ale na jej używaniu (czyli aktualizacji). Trochę nam tutaj wchodzi w drogę metafizyka Arystotelesa. Aczkolwiek nie jest to tak bardzo istotne dla treści wywodu, jak dalsza część tekstu. W niej autor przekonuje, że działanie według cnoty/dzielności jest same w sobie szczęśliwe. Cytat: „Owóż te rzeczy, które sprawiają przyjemność szerokiemu ogółowi, są niezgodne między sobą, ponieważ są przyjemne nie z natury swej; rzeczy natomiast, które sprawiają przyjemność tego, co moralnie piękne, są z natury swej przyjemne. Tu należy postepowanie zgodne z nakazami dzielności etycznej, które tedy jest przyjemne zarówno dla wyżej wspomnianych ludzi, jak i samo w sobie.” 7

Na zakończenie podrozdziału znajdują się dwa ważne aspekty. Pierwszym jest utożsamienie tego co moralne z tym, co piękne. Jest to myśl, którą można przypisywać Sokratesowi i Platonowi – dobro jest jednocześnie piękne. Drugą rzeczą jest swoisty bunt przeciw Platonowi (potem zaś myśl przeciwną wyrażali choćby stoicy) – do szczęścia potrzebujemy trochę dóbr zewnętrznych i cielesnych. Nie mając dobrego urodzenia, zdrowia czy zasobów trochę trudno jest nam w sposób pełny czynić moralnie dobrze. Tutaj też widzi filozof powód, dla którego spora część ludzi utożsamia dobra zewnętrzne ze szczęściem. Na koniec cytat, który ładnie to wszystko zbiera. „Bo przecież nie jest zupełnie szczęśliwy człowiek o bardzo szpetnej powierzchowności lub niskiego pochodzenia, ani samotny i bezdzietny, a jeszcze mniej chyba taki, którego dzieci są pod każdym względem nieudane lub przyjaciele całkiem bez wartości, albo też ktoś, komu śmierć wydarła dobre dzieci lub przyjaciół. Zdaje się więc, że i tego rodzaju pomyślność jest – jak już powiedzieliśmy – potrzebna do szczęścia. Stąd to pochodzi, że niektórzy utożsamiają szczęście z zewnętrznym powodzeniem, tak jak inni z dzielnością.” 8

Drogi prowadzące do osiągnięcia szczęścia

Szczęście jest czymś boskim z natury, aczkolwiek Arystoteles nie przesądza jednoznacznie czy pochodzi od bogów czy jest wyłącznie naszą zasługą. Aczkolwiek jasno twierdzi, że szczęście jest czymś powszechnie dostępnym – wystarczy zaprawiać się w cnocie i tyle. Cały podrozdział filozof tak naprawdę odwołuje się do innych miejsc w swoich pismach i meandruje niemożliwie.

Znaczenie czynników zewnętrznych dla życia szczęśliwego

Rozważane jest zagadnienie, czy szczęście to proces póki człowiek żyje, czy też należy mówić o ludzkim szczęściu dopiero po śmierci – kiedy można spojrzeć na życie z pełnej perspektywy. Przywołując Solona Stagiryta dochodzi do wniosku, że to nie miałoby sensu. Jeśli szczęście bowiem polega na praktykowaniu cnoty, to w każdym momencie gdy człowiek ją praktykuje – jest szczęśliwy, niezależnie od kolei swojego losu. „Jeśli jednak istotnie – jak już powiedzieliśmy – rozstrzygające dla życia jest działanie, to nikt ze szczęśliwych nie może stać się nieszczęśliwym, bo nigdy nie popełni nic haniebnego ani niegodziwego. Kto bowiem jest prawdziwie dzielny i mądry, ten – zdaniem naszym – znosi każdy los z godnością i czyni zawsze w danych warunkach to, co jest najlepsze, tak jak dobry wódz używa wojsk, które ma pod swymi rozkazami, w sposób najbardziej odpowiadający potrzebom wojny.”9

Związek między życiem szczęśliwym i losem ludzi bliskich

Rozkmina, która zasadniczo do niczego nie prowadzi, tudzież odnosi się do bardzo młodzieńczych myśli filozofa, co do życia duszy.

Szczęście jest dobrem godnym uwielbienia i boskim

I znów cały podrozdział, który bierze jedną myśl, po czym ją obraca na różne strony by skonkludować, że tak jest i tyle. Tak, szczęście jest czymś godnym uwielbienia.

Części duszy i związany z tym podział dzielności na cnoty dianoetyczne i etyczne

„Skoro tedy szczęście jest pewnego rodzaju działaniem duszy, zgodnym z nakazami doskonałej dzielności, należy zająć się dzielnością” – tak zaczyna filozof 13 podrozdział. Rzecz jasna 'dzielność ’ to inaczej 'cnota’ i teraz to jej chce się przypatrzeć odnosząc się do sposobów ludzkiego działania. Cnota jest ruchem/działalnością duszy i teraz Arystoteles tworzy tejże duszy podziały. Tak naprawdę summa summarum powtarza on podział Platona na część rozumną, pożądliwą i wegetatywną, tylko momentami je nazywa inaczej. Tym samym pojawiają się też różne typy cnót – w przypadku części rozumnej duszy mówimy o cnotach intelektualnych lub dianoetycznych, zaś w przypadku części pożądliwej – etycznymi.

 

Kolejna część – https://hegemonikon.pl/2024/02/05/etyka-nikomachejska-2/

Kalendarz adwentowy z historią filozofii Realego

Zakładam, że większość czytelników miała okazję poznać ideę kalendarza adwentowego. W zależności od dziedziny czy otoczenia, kupujemy gotowe kalendarze ze słodyczami czy też próbkami alkoholi (tak, takie też są). Aczkolwiek mi osobiście, jako człowiekowi pracującemu w branży IT, o wiele bliższe są kalendarze, które zakładają robienie czegoś. Wśród programistów bardzo popularne są wyzwania, które polegają na realizacji pewnych zadań algorytmiczno-programistycznych w okresie poprzedzającym święta. Sam miałem okazję realizować podobny kilka lat temu, w ramach swojego bloga o programowaniu. Była to świetna okazja by zmusić się do codziennej, regularnej pracy nad konkretnym zagadnieniem. W związku z tym, że Hegemonikon.pl wystartował niedawno, stwierdziłem, że będzie to niezły sposób by dać sobie motywacyjnego kopa.

W moim przypadku (jak tytuł wpisu również wyraźnie zdradza), przedmiotem moich starań będzie dokończenie tworzenia notatek z książki Giovanniego Realego„Historia filozofii starożytnej”, a konkretniej jej tomu pierwszego. Cała seria autorstwa Realego jest bardzo ceniona, mimo iż od jej napisania minęło już trochę czasu. Moje notatki – tworzone jako mapy myśli w narzędziu XMind powstają od dłuższego czasu. Nie jest to związane tylko z moimi studiami filozoficznymi, ale wcześniejszymi zainteresowaniami. Przyznam się jednak szczerze, że podchodziłem do notatkowania wybiórczo – skupiając się na zagadnieniach, które interesowały mnie najbardziej. Dlatego też tom pierwszy do tej pory jest najbardziej zaniedbany. Tegoroczny challenge adwentowy powinien ten stan rzeczy zmienić.

Póki co zostało mi do przeczytania około 220 stron. Biorąc pod uwagę, że do świąt mamy 16 dni 'pracujących’, wychodzi na to, że muszę przygotować się na lekturę 13 stron dziennie. Niby niedużo, ale wiadomo jak to jest w okresie przedświątecznym, Mam jednakże nadzieję, że uda mi się wytrwać w postanowieniu. Zakładam, że kolejny wpis dotyczący Realego pojawi się w okolicach wigilii – oby z gotowymi linkami i pełnymi notatkami z pierwszego tomu. Wish me luck 😉

 

Cytat #2 – Recovering Overthinker

True self-love and acceptance will extinguish many things in you. They will extinguish envy, negative self-talk, and destructive perfectionism. But no amount of self-love and acceptance can extinguish your natural instinct toward becoming more than who and what you are right now.

Recovering Overthinker

Cytat #1 – Peter Sloterdijk 'Musisz życie swe odmienić’

Pojawia się on w momencie, w którym Zaratustra, ten prorok koncypowanego już nie po platońsku wydźwigania się człowieka ponad siebie, konfrontuje się zaraz na początku swojej misji z faktem, że większość ludzi nie myśli o tym, żeby być czymś więcej niż to, czym są.

Gdyby ustalić uśredniony kierunek, w którym zmierzają ich pragnienia, to okaże się, że chcą tego, co mają, tylko w bardziej komfortowym wydaniu. Taki stan kultury pragnień stanowi punkt wyjścia „Mowy o Ostatnim Człowieku”, będącej atakiem na publiczność. W tej drugiej improwizowanej mowie – pierwsza zwiastuje nadczłowieka – opisane zostaje stworzenie zasługujące na pogardę najwyższą pod słońcem, człowiek bez tęsknot, skończony kołtun, który wynalazł szczęście i wygrzewa się w słońcu na basenie, oglądając się za przechodzącymi babkami – z jakiego innego powodu miałby puszczać oko?

Jednak Zaratustra przeliczył się ze swoją przemową – można by ją zresztą nazwać pierwszym wirtualnym popwydarzeniem w historii filozofii. Próbując przemówić do dumy i godności słuchaczy, doszedł do wniosku: oni już takowych nie posiadają i nie są zainteresowani ich odzyskaniem. Stąd właśnie odzew rozpalonej publiki, która po nieudanej prowokacyjno-terapeutycznej interwencji Zaratustry woła: daj nam tego ostatniego człowieka!

Na to Zaratustra nie znajduje odpowiedzi. Od tego momentu dzieli ludzi na publiczność i przyjaciół. Do publiczności zalicza się ten, kto jest w stanie zapytać: i co mi z tego, że wydźwignę się ponad siebie?

 

Peter Sloterdijk, „Musisz życie swe odmienić”

Strona 10 z 11

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén