Miłosz Brzeziński to jest mój guilty-pleasure i absolutnie nie wstydzę się tego napisać 😉 Zresztą tak po prawdzie nie ma się czego wstydzić. Człowiek pisze mądrze, z sensem i często z użyciem bardzo obrazowych metafor i porównań. Wspominam o tym dlatego, aby uczulić potencjalnych czytelników książek tego autora na to, aby nie pić jakichkolwiek płynów w trakcie lektury bo można ufajdać tymże płynem monitor i pół biurka. Parskając śmiechem rzecz jasna. No ale ja nie o tym. Dziś fantastyczny cytat z niedawno wydanej książki „Miejski pustelnik”, która to dotyczy mistrzostwa. Generalnie polecam tę pozycję każdemu, obecnie zaś taki oto mięsny kawałek.


Wiele terapii (jak na przykład oparta na uważności) zaczyna pracę od wyćwiczenia mięśnia zajmującego się zmysłami i kontaktem ze światem poza głową. Doprowadzić ma to do sytuacji, w której człowiek ma proporcjonalnie dostęp do jednego i drugiego pola uważności. Czyli trochę siedzimy sobie w głowie, ale trochę też patrzymy, co się dzieje na zewnątrz.

Przebalastowywanie łódki swoich myśli na świat w głowie jest kuszące i wciąga jak chodzenie po bagnach. Niestety — myślenie na nic się zdaje, jeśli nie możemy sprawdzać regularnie jego wyników w prawdziwym świecie. Skuteczność jest miarą prawdy.

Stąd ogólna zasada zagłębiania się we własną głowę — myśli powinny być użyteczne. Przeszłość jest po to, by się z niej uczyć, a nie po to, by w niej żyć. Emocje nie są po to, by się w nich tarzać, ale by być na ich sygnały uważnym i korygować kolejne działania na bazie ich wskazówek. Jak dosadnie mówią filozofowie: myśli mamy po to, by umierały za nas.